Od wielu już dni robiąc wieczorny rachunek sumienia czuję niepokój, który pali coraz bardziej, gdy myślę o ludziach wepchniętych przez cynicznych politycznych graczy na naszą granicę.
Jeżeli wmówimy ludziom, łamiąc ich sumienia, że mogą obojętnie przechodzić obok wołającego o pomoc drugiego człowieka, przyczynimy się do niszczenia w sposób nieodwracalny naszej chrześcijańskiej cywilizacji. W sercach ludzi zamieszka podłość i zło i wtedy nikt już nie zareaguje na twoje wołanie o pomoc.
Chrześcijanin zawsze zadaje to pytanie: Panie Jezu jak powonieniem postąpić? Zawsze pytamy co zrobiłby Jezus? Szukając odpowiedzi widzimy św. Maksymiliana Kolbe ratującego życie współwięźnia w Auschwitz-Birkenau, widzimy ojca Mariana Żelazko wśród trędowatych w Indiach, widzimy św. Matkę Teresę wśród najbiedniejszych z biednych na ulicach Kalkuty, widzimy św. brata Alberta Chmielowskiego wśród nędzarzy w Krakowie, widzimy bł. ks. Władysława Bukowińskiego wśród więźniów sowieckich łagrów w Rosji i Kazachstanie i całe zastępy innych chrześcijan, którzy przez wieki podążali wiernie za Chrystusem.
Teraz jest dla nas czas próby, trzeba dać świadectwo. Mam nadzieję, że politycy zrozumieją, że jako chrześcijanie i jako ludzie pragniemy nieść pomoc potrzebującym. Mam nadzieję, że znajdą i wskażą właściwe sposoby ratunku dla ludzi wepchniętych na naszą granicę. kl






